Konkurencja Sphinxa nie próżnuje

piramida artykul.JPG

Był rok 2001, kiedy wrocławski przedsiębiorca Artur Żółtkowski, będąc pod wrażeniem potraw poznanych podczas podróży po Bliskim Wschodzie, postanowił otworzyć restaurację, gdzie serwowane będą potrawy z tego regionu. Podstawą menu stały się potrawy z kuchni egipskiej, która najbardziej przypadła właścicielowi do gustu. Dziesięć lat później pierwsze restauracje Piramida trafiły w ręce franczyzobiorców. Obecnie na rynku działa sześć Piramid – cztery lokale własne oraz dwa franczyzowe.

- W ubiegłym roku skupiliśmy się na pierwszych otwarciach lokali franczyzowych. Nowe restauracje ruszyły w Kielcach i w Zamościu. Tej wielkości miasta zostały przez nas wybrane nieprzypadkowo. Chcieliśmy sprawdzić potencjał naszej franczyzy w miastach średniej wielkości i jak na razie nasze działania przynoszą zadowalające rezultaty – mówi Artur Żółtowski, założyciel Piramidy. - Zakładamy, że w tym roku nasza sieć powiększy się o 3-5 nowych lokali.

We własną restaurację Piramida trzeba zainwestować ok. 400 tys. zł. Opłata wstępna wynosi 35 tys. zł, opłata bieżąca to 5 proc. miesięcznego obrotu, a składka na fundusz marketingowy wynosi 500 zł. Franczyzodawca pomaga partnerom znaleźć odpowiedni lokal i negocjować warunki najmu z jego właścicielem.

(mak)